wtorek, 27 stycznia 2015

Marriott Everest Run

Prawdopodobnie większość przemyśleń na tym blogu będzie związana z bieganiem. Zacznę jednak od czegoś, co z bieganiem nie miało w praktyce wiele wspólnego. W miniony weekend spędziłem prawie 20h, wspinając się raz za razem na 41. piętro hotelu Marriott. W centrum Warszawy, na dusznej i wąskiej klatce schodowej, nastukałem ponad 2 razy więcej przewyższenia, niż w Biegu 7 Dolin.

Idea była prosta - masz 24 godziny, ile zrobisz tyle zrobisz, ale będzie super jak zaliczysz ostatnie piętro 65 razy, co dawało sumę przewyższeń równą wysokości bezwzględnej najwyższego szczytu na tej planecie. Wystartowały 194 osoby, z których aż 68 zdobyło Mt Everest ;) Najszybciej "na szczyt" dotarł Jakub Molik (15:43:27), a najwięcej metrów w górę wytrzaskał Robert Michalski. 94 wejścia w niecałą dobę, czyli 12831 metrów. Warto dodać, że drugie w tabeli D+ należy do kobiety! Mega szacun dla Agaty Matejczuk, ale podium Rzeźnika 2013 pokazuje, że jej niedzielne osiągnięcie nie było przypadkiem. Jest po prostu zajebiście mocna.

Jeszcze o kimś chciałbym wspomnieć, takie moje last but not least - Pan Marek Wikiera. Kojarzycie projekt 4Deserts? A Maraton Piasków? Transjurę? BUTa 220? Ten człowiek ukończył wszystkie te biegi, a w niedzielę nad ranem zdobył razem z nami Everest. Wstydziłem się odezwać i pogratulować (szczególnie ukończenia 4D), ale mijając takiego człowieka na schodach i będąc świadomym jego dokonań, czułem wielki szacunek. Naprawdę wielki.

Niesamowici ludzie (ultrasi w zdecydowanej mniejszości, więc tym bardziej zawodnicy dali radę!) i niesamowite historie. Naprawdę fajnie było spędzić cały dzień i całą noc w ciasnej klatce schodowej i równie ciasnej windzie, poznając ich wszystkich. No, prawie wszystkich. Kobieta w sukience i skarpetkach, facet który wchodził boso, inny facet trzymający w dłoni notatki na egzamin; na jednym piętrze drobna 18-latka bez najmniejszej zadyszki, na innym piętrze pani która mogłaby być moją babcią... tam naprawdę było ciekawie. Szczególnie po kilkunastu godzinach naparzania, kiedy w głowie ze zmęczenia, niewyspania i niedotlenienia zaczęło się trochę przestawiać. Ale który z uczestników takiego wyzwania ma równo pod sufitem?

A ja? 67 wejść. Gratulacje dla Pawła, który dał się namówić na ten nienormalny wyjazd i bardzo szybko zaczął tego żałować. Ostatecznie jednak wdrapał się na Dach Świata i chyba już się na mnie nie gniewa ;) Wielkie podziękowania dla naszego supportu w osobie jakzwykleniezawodnejiniezastąpionejmojejUkochanej! I równie wielkie podziękowania dla Wolontariuszek i Wolontariuszy, oraz całej ekipy orgów Marriott Everest Run 2015.

Stare chińskie przysłowie brzmi: nawet najdłuższa podróż zaczyna się od jednego małego kroku. Jego autora zapraszam na MER 2016. Tylko błagam, niech nam udostępnią 2 windy...

strona biegu: http://www.everestrun.pl/
wyniki: http://www.everestrun.pl/results/
zdjęcia: Justyna Jackiewicz, Piotr Dymus


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz